Fałszowanie dokumentów (art. 270–271 k.k.) – gdzie kończy się błąd formalny, a zaczyna przestępstwo?

in
Fałszowanie dokumentów (art. 270–271 k.k.) – gdzie kończy się błąd formalny, a zaczyna przestępstwo?
tymczasowy areszt

Fałszowanie dokumentów to jedna z tych kategorii spraw, w których granica między „niefortunną pomyłką” a odpowiedzialnością karną bywa zaskakująco cienka. Zdarza się, że ktoś dopisuje brakującą datę w umowie, koryguje literówkę w zaświadczeniu, podmienia załącznik w mailu. Intencja może być uczciwa, ale skutek – prawnie doniosły. I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie: czy to jeszcze błąd formalny, czy już przestępstwo z art. 270 albo 271 kodeksu karnego?

W praktyce prokuratorskiej liczą się trzy elementy: po pierwsze, czy mamy do czynienia z „dokumentem” w rozumieniu k.k.; po drugie, czy doszło do ingerencji w jego autentyczność lub prawdziwość; po trzecie, jaka była świadomość i cel działania. Przepisy o fałszerstwie dokumentów chronią wiarygodność obrotu prawnego – czyli zaufanie, że podpis, pieczęć, treść i pochodzenie dokumentu mówią prawdę. § Fałszowanie dokumentów (art. 270–271 k.k.) – gdzie kończy się błąd formalny, a zaczyna przestępstwo?

Fałszowanie dokumentów (art. 270–271 k.k.) – gdzie kończy się błąd formalny, a zaczyna przestępstwo?

Art. 270 k.k. – fałszerstwo materialne: podrobienie, przerobienie i użycie dokumentu

Art. 270 kodeksu karnego opisuje tzw. fałszerstwo materialne, czyli sytuacje, w których problemem jest autentyczność dokumentu: jego autorstwo, podpis, pieczęć albo pochodzenie. Przepis penalizuje podrobienie dokumentu, przerobienie dokumentu oraz użycie dokumentu podrobionego lub przerobionego jako autentycznego. Elementem wspólnym jest działanie „w celu użycia za autentyczny” albo faktyczne posłużenie się dokumentem „jako autentycznym”. Za typ podstawowy grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Podrobienie to stworzenie dokumentu, który ma wyglądać jak prawdziwy i sprawiać wrażenie, że wystawiła go określona osoba lub instytucja. Przykłady? Umowa z cudzym podpisem, zaświadczenie o zatrudnieniu z fikcyjną pieczątką, „referencje” na papierze firmowym, ale też cyfrowy plik z podrobioną stopką i wklejonym skanem podpisu. Przerobienie jest subtelniejsze: dokument jest autentyczny, lecz ktoś ingeruje w jego treść. Zmienia datę, kwotę, dane strony, numer rachunku, zakres pełnomocnictwa, a czasem dopisuje postanowienie, którego druga strona nigdy nie zaakceptowała.

W praktyce istotne jest też to, że odpowiedzialność karna grozi nie tylko sprawcy fałszerstwa, lecz również osobie, która świadomie używa takiego dokumentu. Wystarczy, że ktoś wie o przeróbce lub podrobieniu, a mimo to przedkłada dokument w banku, urzędzie, sądzie albo pracodawcy. Ustawodawca przewidział dodatkowo szczególną postać czynu: wypełnienie blankietu opatrzonego cudzym podpisem niezgodnie z wolą podpisanego i na jego szkodę, oraz użycie tak wypełnionego dokumentu.

Na koniec ważna informacja praktyczna: art. 270 k.k. przewiduje „wypadek mniejszej wagi” (łagodniejsze kary: grzywna, ograniczenie wolności albo pozbawienie wolności do 2 lat) oraz karalność przygotowania do czynu z § 1. To powoduje, że ocena sprawy często zależy od kontekstu, a nie tylko od samej kreski długopisu.

W postępowaniach dokumentowych sądy patrzą na kontekst: znaczenie dokumentu w obrocie, zakres ingerencji i motywację sprawcy. Drobna korekta uzgodniona i potwierdzona przez strony wygląda inaczej niż zmiana, która ma „udawać” czyjąś wolę lub podpis.

Najczęściej spór dotyczy podpisu i daty, bo to one przesądzają o skutkach prawnych.

Art. 271 k.k. – poświadczenie nieprawdy: gdy dokument jest autentyczny, ale „kłamie”

Art. 271 k.k. dotyczy tzw. fałszerstwa intelektualnego. W odróżnieniu od art. 270 k.k. dokument nie jest tu „podrobiony” ani „przerobiony” w sensie materialnym – jest autentyczny co do autora. Problem tkwi w treści: funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne. Za typ podstawowy grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Adresatem przepisu jest nie tylko urząd. Ustawodawca obejmuje nim również osoby, które – choć nie są funkcjonariuszami – mają kompetencję do sporządzania dokumentów wywołujących skutki prawne. W praktyce sprawy z art. 271 k.k. pojawiają się przy różnego rodzaju zaświadczeniach (o zatrudnieniu, dochodach, kwalifikacjach, odbytym szkoleniu), protokołach odbioru, dokumentacji medycznej, a nawet dokumentach sporządzanych w ramach procedur wewnętrznych, jeżeli pełnią funkcję dowodową w obrocie. Kluczowe słowo to „uprawniona” – czyli taka, której kompetencja do wystawienia dokumentu wynika z przepisów albo z formalnego umocowania w ramach danej instytucji.

Nie każde potknięcie w treści automatycznie oznacza poświadczenie nieprawdy. Art. 271 k.k. wymaga, aby nieprawda dotyczyła okoliczności mającej znaczenie prawne. Innymi słowy: chodzi o informację, która może wpływać na prawa i obowiązki, stanowić podstawę decyzji, otwierać drogę do świadczenia albo tworzyć dowód w razie sporu. Błąd w literówce nazwiska zwykle będzie „formalny”. Natomiast wpisanie nieistniejącego stażu pracy, potwierdzenie odbycia szkolenia, którego nie było, czy poświadczenie obecności osoby, która faktycznie się nie stawiła, już może wypełniać znamiona czynu zabronionego.

Ustawodawca przewidział wypadek mniejszej wagi (grzywna albo ograniczenie wolności). Jeżeli poświadczenie nieprawdy ma służyć osiągnięciu korzyści majątkowej lub osobistej, sankcja rośnie do 6 miesięcy–8 lat pozbawienia wolności.

Co istotne, art. 271 k.k. co do zasady dotyczy działania umyślnego. Prokuratura będzie więc szukała dowodów, że wystawiający wiedział o nieprawdzie i mimo to ją potwierdził. W praktyce to często maile, notatki służbowe, logi systemów i zeznania świadków.

W praktyce liczy się też, czy wystawiający miał możliwość weryfikacji faktów przed podpisaniem.

Gdzie kończy się błąd formalny, a zaczyna przestępstwo: trzy pytania kontrolne

W sprawach o fałszowanie dokumentów najczęściej słyszę jedno zdanie: „To była tylko korekta”. Problem w tym, że kodeks karny nie pyta o nazwę używaną przez sprawcę, lecz o to, czy doszło do naruszenia wiarygodności dokumentu. Dlatego, zanim uznamy sytuację za „błąd formalny”, warto przejść przez trzy pytania kontrolne.

Po pierwsze: czy mamy do czynienia z „dokumentem” w rozumieniu k.k.? Definicja jest szeroka. Dokumentem jest każdy przedmiot lub inny zapisany nośnik informacji, z którym jest związane określone prawo, albo który ze względu na treść stanowi dowód prawa, stosunku prawnego lub okoliczności mającej znaczenie prawne. To obejmuje nie tylko papier, ale też pliki i inne nośniki informacji, jeżeli pełnią funkcję dowodową w obrocie.

Po drugie: czy ingerencja dotyczy autentyczności czy prawdziwości? Jeżeli ktoś zmienia autora, podpis lub pochodzenie, wchodzimy w art. 270 k.k. Jeżeli dokument wystawia uprawniony podmiot, ale wpisuje nieprawdę o okoliczności prawnie istotnej, wchodzi art. 271 k.k. Formalny błąd to np. omyłka pisarska, błędny numer mieszkania czy literówka, która nie zmienia sensu i nie służy wprowadzeniu w błąd.

Po trzecie: jaki był zamiar i „cel użycia”? Przestępstwa z art. 270–271 k.k. nie są odpowiedzialnością „za niechlujstwo”. Zazwyczaj wymagają umyślności: ktoś chciał, by dokument zadziałał w obrocie jako prawdziwy, mimo że był sfałszowany lub nieprawdziwy. Gdy błąd zostaje szybko ujawniony, skorygowany w sposób przejrzysty i udokumentowany, ryzyko karne zwykle maleje.

Warto też pamiętać o „filtrach” odpowiedzialności karnej. Kodeks wprost mówi, że czyn o znikomej społecznej szkodliwości nie stanowi przestępstwa, a przy art. 270 i 271 pojawia się instytucja wypadku mniejszej wagi. Nie jest to jednak automatyczne „koło ratunkowe”. Im większy wpływ dokumentu na cudze prawa, pieniądze lub decyzje organu, tym trudniej bronić tezy o błahostce.

Im bardziej dokument „uruchamia” świadczenie lub decyzję, tym wyższe ryzyko karne dla stron.

Typowe sytuacje „z życia”: kiedy prokuratura widzi art. 270–271 k.k. (i przepisy obok)

W praktyce sprawy o fałszowanie dokumentów rzadko zaczynają się od „wielkich fałszerzy”. Częściej od presji czasu, procedury „na skróty” i przekonania, że „nikt nie zauważy”. Najbardziej ryzykowne są dokumenty, które otwierają drogę do pieniędzy, świadczeń albo decyzji organu: kredyt, dotacja, zatrudnienie, ubezpieczenie, uprawnienia zawodowe.

Pierwszy klasyk to dopiski i poprawki w umowach oraz pełnomocnictwach. Jeżeli strony wprowadzają zmianę jawnie (np. aneks, podpisy, daty, parafy), mówimy o legalnej modyfikacji. Problem pojawia się, gdy jedna strona po podpisaniu dokumentu zmienia treść „po cichu” i przedstawia go jakby był uzgodniony. To typowy materiał dla art. 270 k.k. – przerobienie dokumentu.

Drugi obszar to zaświadczenia i protokoły. Jeżeli uprawniona osoba wpisuje w dokumencie nieprawdę o okoliczności prawnie istotnej (np. potwierdza staż pracy, odbycie szkolenia, zdolność do pracy, spełnienie warunków), w grę wchodzi art. 271 k.k. Często obok pojawia się art. 273 k.k., który penalizuje używanie dokumentu poświadczającego nieprawdę, nawet gdy korzystający nie jest jego autorem.

Trzecia kategoria to faktury. Warto wiedzieć, że kodeks karny zawiera odrębne, znacznie surowsze typy dotyczące podrabiania/przerabiania faktur oraz poświadczania nieprawdy w fakturach (art. 270a i 271a k.k.). Z perspektywy przedsiębiorców i księgowości oznacza to, że „poprawianie” faktur na własną rękę jest szczególnie ryzykowne – również wtedy, gdy ktoś tłumaczy to wyłącznie „błędem formalnym”.

W dobie obiegu elektronicznego pamiętaj, że „dokument” to nie tylko papier. Spory pojawiają się przy skanach, PDF-ach, podpisach elektronicznych i załącznikach wysyłanych mailem: podmiana pliku, zmiana treści po podpisaniu albo przedstawienie wersji roboczej jako finalnej. Ryzykowne są też blankiety z cudzym podpisem trzymane „na zapas” – ich wypełnienie wbrew woli podpisanego może wprost podpadać pod art. 270 § 2 k.k. i często kończy się zarzutami.

W wielu sprawach impuls do śledztwa daje kontrola urzędu albo konflikt pracowniczy w tle.

Jak ograniczyć ryzyko i jak się bronić: procedury, dowody, pierwsze kroki

W sprawach z art. 270–271 k.k. prewencja jest tańsza niż obrona. Jeżeli w firmie lub instytucji „krążą” skany podpisów, pieczątki leżą w szufladzie, a dokumenty są poprawiane bez śladu wersjonowania, ryzyko rośnie wykładniczo. Dobra procedura powinna zakładać prostą zasadę: każda zmiana w dokumencie ma być widoczna, opisana i potwierdzona przez osoby uprawnione. To nie biurokracja. To tarcza dowodowa.

Jeżeli błąd został zauważony, najgorszym pomysłem jest „ratowanie sytuacji” dopiskami na kolanie albo podmianą plików w archiwum. Taki ruch potrafi zmienić sprawę z cywilnej w karną. Bezpieczniej jest wykonać korektę w sposób formalny: sporządzić aneks, sprostowanie, nową wersję z wyraźnym oznaczeniem, zachować ścieżkę audytu. Ważne jest też zabezpieczenie korespondencji i historii zmian – bo w postępowaniu karnym to właśnie one pokazują, czy działanie było omyłką, czy świadomą manipulacją.

Z perspektywy obrony kluczowe są elementy przestępstwa. W art. 270 k.k. bada się, czy faktycznie doszło do podrobienia/przerobienia oraz czy był „cel użycia za autentyczny”. W art. 271 k.k. spór toczy się o to, czy wystawiający był „uprawniony” i czy poświadczona nieprawda dotyczyła okoliczności mającej znaczenie prawne. Często istotne bywa wykazanie braku umyślności, pomyłki w systemie, błędu komunikacyjnego, a czasem także przesłanek wypadku mniejszej wagi albo znikomej społecznej szkodliwości.

Jeżeli pojawia się policja lub prokuratura, warto możliwie szybko skonsultować sprawę z obrońcą. Sprawy dokumentowe są dowodowe: liczą się wersje, daty, źródła plików, autorzy podpisów i cały kontekst.

W praktyce pomocne jest uporządkowanie materiału już na początku: zebrać oryginały i kopie, wskazać kto miał dostęp do dokumentu, kiedy powstały kolejne wersje oraz jakie były realne ustalenia między stronami. W sprawach cyfrowych znaczenie mogą mieć metadane pliku, logi systemu, historia podpisu elektronicznego. Im szybciej te informacje zostaną zabezpieczone, tym łatwiej odróżnić błąd formalny od celowego fałszerstwa. I tym trudniej będzie zbudować fałszywą narrację później.

Dobra dokumentacja i spójne wyjaśnienia często decydują o umorzeniu lub łagodnym zakończeniu.

§ Fałszowanie dokumentów (art. 270–271 k.k.) – gdzie kończy się błąd formalny, a zaczyna przestępstwo?

Zachęcamy do skorzystania z naszych usług dostępnych na: www.kpi.com.pl 

Niniejszy artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i ogólny. Nie stanowi porady prawnej ani nie zastępuje indywidualnej konsultacji z profesjonalnym prawnikiem. Wszelkie decyzje prawne powinny być podejmowane wyłącznie po uzyskaniu fachowej porady prawnej, dostosowanej do specyficznych okoliczności danej sprawy.